Travel

Indie

17 maja 2018

Czas powrócić do koszmaru haha!

Jakiś czas temu poleciałam na kontrakt do Indii. Dlaczego zdecydowałam się na ten wyjazd? Chcę odwiedzać kraje, w których jeszcze nie byłam,  była to więc okazja na poznanie kolejnej, nowej dla mnie kultury.

 Szczęśliwie, do Indii poleciałam z koleżanką. Spędziłam tam prawie 3 miesiące i muszę przyznać, że tak szybko, jak przyleciałam, tak szybko chciałam wylecieć.

Warunki życia

Lecąc do Indii, wiedziałam mniej więcej, czego mogę oczekiwać, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Po przylocie na miejsce stwierdziłam jednak, że nie da się przygotować do życia w  warunkach, jakie tam panują, oglądając telewizję, czy czytając artykuły w prasie na ten temat. Generalnie, są one tragiczne.

Powietrze jest tu potwornie zanieczyszczone, a za przyczyną ogromnego  smogu, rzadko można zobaczyć błękitne niebo, mimo bardzo wysokiej temperatury i braku opadów… Miasta są zanieczyszczone i brudne. 

Ulice są w tragicznym stanie, chodników często zwyczajnie nie ma.

Rozkładające się na ulicach śmieci,  odchody zwierzęce i odpadki okropnie śmierdzą. Na ulicach leżą bezdomne psy i krowy. Te ostatnie można spotkać spacerujące między samochodami. Trzeba uważać i patrzeć pod nogi, aby nie wejść w leżącego psa, śmieci lub po prostu nie wpaść w dziurę, bo ulice i chodniki są w opłakanym stanie. 

Mojemu koledze, niestety, zdarzyła się taka sytuacja. Nie zauważył leżącego psa, nadepnął na niego i został ugryziony. W konsekwencji musiał przez miesiąc brać szczepionkę przeciw wściekliźnie. A ja natknęłam się na  mysz, biegającą w sali na jogę i  na siłowni. Myślę, że nie muszę pisać o mojej reakcji… Byłam w szoku. 

Na ulicach indyjskich miast panuje niesamowity chaos. Płynny ruch uliczny jest niemożliwy, ponieważ nikt tu nie przestrzega zasad uchu drogowego. Ciągnące się kilometrami korki powodują, że  jazda polega głównie na wjeżdżaniu w wolne miejsce na zasadzie, kto pierwszy, ten lepszy. Bez przerwy słychać klaksony. Droga na castingi, zajmowała nam nieraz półtorej-dwie godziny.

Ludzie  przemieszczają się także rikszami – malutkimi, 3-4-osobowymi  wozikami. Często służą one też właścicielom jako domki. Większość  wykonywanych w tym kraju usług, niestety, jest na bardzo niskim poziomie. 

Zakład fryzjerski

Mieszkanie

Mój apartament był całkiem przyzwoity, jedynie w gniazdkach elektrycznych ciągle robiły się spięcia. Ładowarki do telefonu, były przez nas non-stop wymieniane na nowe, nie wspominając o bardziej wartościowych rzeczach. Ja z tego kontraktu wróciłam ze spalonym komputerem i prostownicą. 

Jedzenie

Jestem miłośniczką ostrego jedzenia, a więc to jedyny pozytyw w tej kwestii. Ci,  którzy dbają o zdrowe odżywianie, mogą mieć spore problemy z właściwa dietą, tak jak i ja miałam.

Do samego smaku kuchni indyjskiej nie mogę się przyczepić, bo, jak wspomniałam, lubię ostre jedzenie. Jednak, co do wykonania… Jedzenie jest przygotowywane – w większości przypadków – w okropnych warunkach. Dotyczy to zarówno restauracji, jak i cateringów na sesjach. Często zwyczajnie odechciewało mi się jedzenia tego, co zamawiałam, więc z czasem wolałam po prostu nie patrzeć na sposób przyrządzania, aby oszczędzić sobie nerwów. Nie mogłam przecież ciągle chodzić głodna!

Zdarzyło się nam, że przy lunchu spadła z nieba (jakkolwiek to brzmi!)  noga ptaka. Pisząc o tym, zdaję sobie sprawę, jak niedorzeczne  musi się to wydawać. Kelnerzy właściwie nie zareagowali, kopnęli nogę na bok, chwilę się pośmiali i wrócili do pracy…

Sporo do życzenia pozostawiały cateringi podczas prac. Gotowe jedzenie było przynoszone lub też przyrządzane na miejscu – również w warunkach, urągającym wszelkim zasadom higieny. Potrawy były przetrzymywane cały dzień, bez zabezpieczeń przed zewnętrznymi zanieczyszczeniami. Zdarzyło się, że catering rozłożony był na przykład przy stoisku, gdzie panowie spray-owali farbami rusztowanie (a więc cała farba ze sprayu „leciała” na te potrawy). Poza tym, jedzenie jest potwornie tłuste, a każdy deser zawiera ogromną ilość cukru (i oczywiście również oleju, który występuje możliwie wszędzie). Często nie mogłam się doprosić o zwykłą czarną kawę, właśnie bez cukru. Nie obyło się również bez włosów w jedzeniu, czy innych podobnych nieprzyjemnych przypadków.

Minusem był też niewielki dostęp do produktów bezglutenowych czy bez laktozy, ale biorąc pod uwagę panujące w Indiach warunki życia, nie chciałam też zbyt dużo wymagać. Oczywiście, brak supermarketów lub też ich minimalna ilość, znacząco wpływała na dostępność tych artykułów.

Niestety, ani mnie ani mojej współlokatorce nie udało się uniknąć zatrucia pokarmowego, które męczyło nas kilka dni..

Natomiast ogromnym plusem w Indiach jest  dostępność owoców. Wszędzie można spotkać stragany ze świeżymi owocami czy z kokosami otwieranymi na miejscu do picia. Uwielbiam je! 

Sylwester

W Indiach spędziłam również Sylwestra, z którego jestem naprawdę bardzo zadowolona, bo byłam na wyspie Goa. Początkowo sprawa wyjazdu się nieco pokomplikowała – terminy sesji nie współgrały z terminem wyjazdu, a ponadto, pomyłkowo, kupiłyśmy złe bilety samolotowe. Mimo tego wyjazd doszedł do skutku, a pobyt na wyspie wszystko trudy nam wynagrodził. Dojazd na wyspę autobusem trwał więcej niż powinien, bo aż  kilkanaście godzin. Warunki na postojach były tragiczne ( żaby w toalecie, brak sklepów z żywnością, wyłącznie budki z chipsami, wodą i papierosami). Za to na samej wyspie było cudownie!

Wynajęta na prawie 20 osób willa tak naprawdę posłużyła nam jedynie jako przechowalnia bagaży i miejsce na odświeżenie się, bo większość czasu spędziliśmy na plaży, w mieście, a  później na imprezie sylwestrowej. O śnie też mogliśmy jedynie pomarzyć 🙂

Co do nocy sylwestrowej, zaczęliśmy ją dość późno, bo dość długo zabawiliśmy na plaży. Potem przygotowania kilkunastu osób również zajęły sporo czasu, a na końcu pojawiły  się problemy związane z transportem na miejsce imprezy. Nie mniej jednak, wsiedliśmy na wcześniej wypożyczone skutery i udało się nam bezpiecznie dojechać na miejsce przed północą. Impreza odbyła się w zamkniętym klubie, przy plaży. Było niesamowicie!

Bawiliśmy się naprawdę fajnie,  a „after party” na jachcie trwało do samego rana.  Aby wrócić do domu, musieliśmy  zabrać zostawione w innym miejscu skutery. Brak taksówek i innych opcji transportu znów  mocno utrudnił dojazd  do celu. Do willi udało się jednak wrócić przed południem. Zostało nam tylko oddać wypożyczone skutery, kupić bilety powrotne, spakować się i wymeldować. Ledwo zdążyliśmy ze wszystkim na czas. Byliśmy bardzo wymęczeni, jak to po szampańskiej imprezie, nawet  powrót do Mumbaju, nie był wtedy pocieszającą myślą. Jednak ten wyjazd niesamowicie umilił mi pobyt w Indii. To było kilka dni zabawy i pozytywnie spędzonego czasu w nieco lepszych warunkach.

Wiem na pewno, że szybko nie wrócę do Indii, (chociaż  nie mówię, że nigdy!). Ten kraj się albo kocha, albo nienawidzi. Ja, niestety, stawiam na to drugie, mimo iż uważam, że jest na swój sposób piękny. Ludzie są pomocni, ale jako kobieta, często nie czułam się tam komfortowo. Uważam, że jeżeli ma się okazję odwiedzić ten kraj- warto zdobyć nowe doświadczenia. Jednak na pewno nie polecam Indii na dłuższy pobyt. 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply

*